Dlaczego pojawiła się u nas w domu wielojęzyczność zamierzona?

Na naszą decyzję o wprowadzaniu języków obcych w życiu naszych maluchów już od urodzenia złożyło się kilka różnych czynników. Sami uczyliśmy się języków latami i dalej mamy wiele do nauki. Chcieliśmy, aby dzieci opanowały języki obce dużo wcześniej, szybciej i w przyjaznym otoczeniu. Nie kojarzyły ich ze szkołą, ocenami i typową nauką.

Było dla nas ważne, żeby języki obce były dla naszych pociech tak samo naturalne, jak język ojczysty.

Źródło Print Screen: https://ciekawe.org/2018/04/06/jezyki-obce-najbardziej-popularne-i-przydatne-na-rynku-pracy



Na koniec braliśmy pod uwagę, że kiedyś może będziemy zmuszeni zmienić miejsce zamieszkania. Przeprowadzka do innego państwa wiąże się z ogromnym stresem, dla całej rodziny. Znajomość języków mogłaby trochę ten stres zniwelować.

Przyznam się, że myśląc o edukacji językowej mojego pierwszego dziecka, podeszłam do sprawy pragmatycznie. Moim niedoścignionym ideałem była rodzina, w której mama i tata komunikowali się z dzieckiem od urodzenia w swoich ojczystych językach. W trzecim rozmawiali wszyscy między sobą, a kraj, w którym mieszkali, wymuszał przyswajanie u dziecka czwartego języka. Wtedy to też, narodził się pomysł wielojęzyczności zamierzonej.

Nasze językowe początki

Staraliśmy się jak najwięcej mówić do naszej malutkiej córeczki w językach obcych. Dbaliśmy o to, aby opisywać wszystko, oczywiście w miarę naszych możliwości po angielsku albo po włosku. Nie było to łatwe i często brakowało potrzebnych nam słów, ale przecież maluch nigdzie się nie spieszył i nie oceniał. Sprawdzaliśmy na bieżąco brakujące wyrazy w słowniku i każdego dnia uczyliśmy się czegoś nowego.

W językach obcych opowiadałam jej pierwsze polskie książeczki. Córka słuchała też dużo włoskich piosenek. Zapraszam do wpisu Włoski dla początkujących, gdzie m.in. znajdziecie propozycje piosenek w języku włoskim.

Wraz z pojawieniem się pierwszych słów zauważyliśmy, że pojawiają się one przede wszystkim w językach obcych. Przez długi czas nie znała polskich odpowiedników. Wyszliśmy z założenia, że polskiego i tak się nauczy, ponieważ mieszka w Polsce. I tak też się stało.

Co nam pomagało?

Z czasem zaczęliśmy kupować też książeczki w językach obcych. Na początku było to tylko oglądanie i opowiadanie. Hitem okazały się książki z Peppą Pig. Jeśli szukacie propozycji książek z Peppą dla dzieci w różnym wieku, to zapraszam do mojego wpisu.

Myślę, że moja córka czytanie była w stanie zaakceptować dopiero w okolicy 2,5 roku życia. Jak się jej już spodobało, to można było jej czytać godzinami. Słuchała z takim samym zainteresowaniem Peppy po angielsku i po włosku. A jak już była w stanie się skupić na słuchaniu zaczęła słuchać również audiobooki.

Zdecydowanie więcej było u nas w domu języków obcych niż języka ojczystego. Dopiero całkiem niedawno zaczęła rozumieć znaczenie: „A jak to jest po angielsku/włosku/polsku?”. Wcześniej nie nazywaliśmy języków. Przechodziliśmy płynie od jednego do drugiego.

Bajki które, oglądała tylko przez Internet były zawsze w językach obcych. Nigdy niczego nie włączyliśmy po polsku. Jeśli szukacie bajek w obcych językach, to zapraszam do Listy 50 kreskówek i programów telewizyjnych w 5 językach.

To wszystko sprawiło, że angielski i włoski są dla niej tak samo naturalne, jak polski. Mając niecałe trzy lata, jak miała możliwość wybrania języka, to w pierwszej kolejności wybierała właśnie angielski. Teraz zaczyna się to troszkę zmieniać.

Nie jestem z wykształcenia nauczycielem, pedagogiem czy psychologiem, mój mąż też nie. W związku z tym nie mamy wiedzy teoretycznej związanej z szeroko rozumianym nauczaniem. Dlatego tym bardziej cieszę się, że tak wiele udało się nam wspólnie osiągnąć. To dzięki systematycznej pracy, samozaparciu i luzowi. Zabawa to podstawa.

Efekty po trzech latach obcowania z językami obcymi

Po tych trzech latach córka doskonale żongluje językami. Bajki, które ogląda i większość książek, które jej czytamy, są po angielsku albo po włosku, a ostatnio zdarza się coś po niemiecku. W związku z tym języki obce są dla niej naturalnym środowiskiem.

Trzeba jasno i wyraźnie zaznaczyć, że nasza córka nie mówi biegle po angielsku i włosku. Bardzo dużo rozumie i nie ma problemów z komunikacją. Potrafi opisać sytuację, w której się znajduje i nie boi się mówić. Nabyła też, jak niektórzy twierdzą brytyjski akcent. Oczywiście zasób jej słownictwa byłby zdecydowanie większy i formy gramatyczne dużo zgrabniejsze, gdyby to były nasze języki ojczyste.

Tylko czy to jest problem? Absolutnie nie! Najważniejsze jest to, że ona umie i lubi się komunikować w językach obcych. Co więcej, fantazjuje w językach obcych.

Jednoczesne przyswajanie trzech języków nie spowodowało opóźnień w procesie rozwoju mowy. Nie ma też innych problemów związanych z brakiem koncentracji albo np. wyrażaniem uczuć. Nie zauważyliśmy żadnych zaburzeń w jej rozwoju ogólnym ani w rozwoju mowy, co potwierdziła przedszkolna Pani logopeda.

Dlatego wydaje mi się, że dziecko jest jak otwarta biała księga i tylko od nas rodziców zależy, co w niej zapiszemy. Ważne jest, aby dla żadnej ze stron nie był to przymus. Zmuszanie siebie i dziecka jest najgorszą możliwą drogą przekazywania i przyswajania jakiekolwiek wiedzy.

Jeśli mój wpis Cię zainteresował, zostaw proszę komentarz, polub i udostępnij. Zapraszam również do polubienie mojej strony na Facebooku, profilu na Instagramie i kanału na YouTube.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *