Różnice w edukacji i wychowaniu wielojęzycznym pierwszego i drugiego dziecka

Tak jak już może wiecie, nasza córka była od urodzenia otoczona trzema językami. Ja mówiłam do niej najczęściej w języku włoskim i angielskim, a jej tata starał się do niej mówić jak najwięcej po angielsku. Komunikacja między mną a moim mężem odbywała się w języku polskim. Jak córka nie miała jeszcze 2,5 roku i komunikowała się już z nami po angielsku i włosku, odkryłam, że są inni rodzice, którzy też przekazują swoim dzieciom w domu języki obce. Tak wiem, późno się zorientowałam… Przyznam się, że zwyczajnie się tym wcześniej nie interesowałam. To był u nas przełom. Zaczęłam czytać na ten temat i dowiadywać się o różnych metodach wczesnej edukacji. Wszystko, co przekazałam córce wcześniej, zrobiłam, kierując się tylko i wyłącznie intuicją.

Źródło: domowe archiwum lenaspeaks.pl

Skąd się wzięły się u nas różnice w edukacji i wychowaniu wielojęzycznym u naszych maluchów

Teraz gdy syn ma rok, a córka trzy lata różnice pomiędzy wychowaniem naszej córki i syna w moim odczuciu są ogromne na różnych płaszczyznach. Wpłynęło na to kilka różnych czynników. Przede wszystkim inna była moja wiedza i świadomość jak urodziło się nasze drugie dziecko. Wtedy już nie tylko bardzo mocno wierzyłam, że przyswajanie języków obcych od urodzenia ma sens, ale miałam tego namacalny dowód, w postaci mojej starszej córki i historie innych dzieci. Mąż w otaczanie córki przez języki obce od urodzenia wierzył, ale nie zawsze mu się chciało z córką rozmawiać po pracy po angielsku. Starał się jednak przez dwa lata. Osiągnięte efekty ze starszym dzieckiem zmotywowały go do pracy z maluchem. Ja w związku z bardziej rozwiniętą świadomością i nabytym doświadczeniem, chciałam synowi przekazać więcej. Myślę jednak, że nie wszystko wyszło mi tak, jak sobie zaplanowałam.

Nasze dzieci w większości zachowań nie są do siebie podobne. Córka jest raczej wycofana, zachowawcza i obserwująca. Zanim się na coś zdecyduje, musi to przemyśleć i oszacować ryzyko. Natomiast syn nigdzie tego ryzyka nie widzi i dzień bez guza to dla niego dzień stracony. Ich rozwój fizyczny idzie dwoma różnymi torami. Efekt jest tego taki, że jak jestem z synem sama, to wszystko dzieje się w ruchu. Brakuje często spokojnej chwili i chęci z jego strony, żeby np. pooglądać książki albo karty. Za to mamy inne atrakcje. Walka o zmianę pieluchy. Wyciąganie go z wszelkich możliwych kątów i kryjówek w domu. Raz znalazłam go w koszyku od wózka, a poszłam tylko po herbatę do kuchni. Innym razem wszedł do szafki w kuchni. A jak tylko jest cisza, to oznacza, że bawi się czymś, czym nie powinien. Z córką, jak była w jego wieku, można już było usiąść i opowiadać o tym, co jest w książkach na obrazkach. Z synem gramy w piłkę. Dwa inne światy. Oczywiście staram się jak najwięcej mówić do niego w językach obcych i przemycać inne wartości edukacyjne, ale na razie ciężko jest mówić o jakiś efektach.

Faktem jest, że jak córka była jedynaczką, to mogłam cały czas poświęcić tylko jej i było w domu zdecydowanie spokojniej. To, co z nią robiłam, może było czasami nudne i mało urozmaicone, ale w sumie przyniosło bardzo pozytywny efekt. Teraz czas należy podzielić na dwójkę i dostosować zabawy do każdego z nich. Czasem to jest duże wyzwanie. Mam teraz też sama zdecydowanie większą wiedzę, na temat tego, jak i co można dziecku przekazać. Więcej doświadczenia, więcej różnych materiałów/pomocy naukowych i mniej czasu, żeby robić wszystko, co bym chciała. Z drugiej jednak strony syn ma już trzech „nauczycieli”. Córka często zwraca się do niego w językach obcych. Oczywiście syn słucha również naszych rozmów. Dodatkowym plusem posiadania starszej siostry jest codzienne słuchanie audiobooków i czytanych książek. Córka jak była w jego wieku nie mogła się skupić na słuchaniu czytanych książek, a maluszek nie ma wyboru. Mają wspólny pokój, więc siłą rzeczy młodszy brat uczestniczy w wieczornym przyswajaniu wszelakiej wiedzy przez starszą siostrę.

Reasumując

Dla córki miałam więcej czasu, ale nasze zabawy były mniej urozmaicone. Dość szybko polubiła opowiadanie i oglądanie książeczek, za to bardzo długo nie akceptowała czytania. W przypadku syna, czasu tylko dla niego mam zdecydowanie mniej, ale w oparciu o doświadczenie i nową wiedzę, mam więcej pomysłów na wspólne zabawy i więcej materiałów, które pomagają wiedzę przyswoić. Niestety maluchowi ciężko jest się jeszcze skupić na rzeczach statycznych, woli zabawy w ruchu. Co ciekawe czytanie akceptuje tylko jak, uczestniczy w nim jego starsza siostra.

Każde dziecko rozwija się inaczej i trzeba dostosować się do jego potrzeb. Mając maluchy w różnym wieku i zdecydowanie o różnym charakterze, trzeba się czasem mocno nagimnastykować. A jak Wy sobie radzicie?

Jeśli mój wpis Cię zainteresował, zostaw proszę komentarz, polub i udostępnij. Zapraszam również do polubienie mojej strony na Facebooku, profilu na Instagramie i kanału na YouTube.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *