Kilka słów o dwujęzyczności zamierzonej

Zapewne wiele osób się zastanawia, czy podoła takiemu wyzwaniu, jakim jest przekazywanie języka obcego swojemu dziecku w domu. Niewątpliwie jest to wymagające przedsięwzięcie, jeśli chcemy wychować dziecko dwujęzyczne. A może chcemy tylko przygotować maluchowi grunt pod jego późniejszą naukę języków obcych? Tak czy siak, nie ma się co oszukiwać, tylko trzeba stanąć oko w oko ze swoimi słabościami, możliwościami i chęciami. Tak było w moim przypadku.

Dla kogo jest dwujęzyczność zamierzona?

Ile trzeba samemu umieć, żeby faktycznie dziecko coś z tego skorzystało? Prawda jest taka, że według mnie wiele zależy od naszego podejścia i naszych oczekiwań. Bardzo istotne jest nasze zaangażowanie, dobre chęci, systematyczność, radość z tego, co robimy i duży, duży luz.

Nie myślmy o tym, ile nie umiemy, tylko ile jesteśmy w stanie przekazać naszemu maluchowi. Dlatego, jeśli znamy kolory albo cyfry w obcym języku i chcemy podzielić się tą wiedzą z dzieckiem, to zawsze warto. Osobiście uważam, że wszystko, naprawdę wszystko jest wartością dodaną. Jeśli nie brakuje nam samozaparcia, to przyswajamy wiedzę razem z dzieckiem. Moim zdaniem, zawsze lepiej zrobić cokolwiek niż nic. I za każdym razem oczekujmy przede wszystkim od siebie cierpliwości, a nie od dziecka szybkiego przyswojenia nowych umiejętności.

Wydaje mi się, że warto również zdać sobie sprawę, że nawet przyswojenie przez dziecko cyfr albo kolorów, to może być proces długofalowy, chyba że mamy małego bystrzaka, który łapie wszystko w lot. W innym wypadku wiedzę trzeba utrwalać. Przynajmniej, tak było u nas. Owszem, zdarzyło się czasem, że córka zapamiętała wyraz czy zdanie, które było użyte tylko raz, ale było to sporadyczne przypadki. Jeśli jednak dziecko będzie czuło, że to jest dobra zabawa dla Was, to prędzej czy później może Was bardzo zaskoczyć nabytą wiedzą.

Ważne jest, aby się nie podawać i nie zniechęcać. Informacja zwrotna od dziecka może nastąpić po bardzo długim czasie. Oczywiście nie musi być to regułą. Każde dziecko rozwija się przecież inaczej.

Pisząc o byciu wytrwałym, warto wspomnieć też o otoczeniu, ponieważ jego reakcja na to, co robicie, może być różna. My na szczęście nie mieliśmy z tym problemu. Dziadkowie nas dopingowali mimo braku znajomości języków obcych. Sami nawet czasem kupują książki obcojęzyczne! A znajomi obserwowali i dalej obserwują nasze poczynania z dużym zaciekawieniem, bardzo często dopytując, jak sobie radzimy. Niektórzy zagadują córkę w obcych językach, a ona odpowiada. Mam nadzieję, że mój blog zmobilizuje ich oraz innych rodziców do działania.

Czy dziecko skorzysta z mojej skromnej wiedzy?

Ja nie skończyłam żadnej filologii. Różnych kursów językowych było bardzo wiele, z mizernym raczej skutkiem… Co do moich poziomów języka to ciężko jest mi je jednoznacznie zakwalifikować. W dużym skrócie, po angielsku i po włosku lepiej lub gorzej, ale się dogadam. W przypadku jednego i drugiego języka ciągle się czegoś uczę. Czy robię błędy? Oczywiści. Każdego dnia i po angielsku i po włosku. Cieszę się jednak, że dużo z nich sama wychwytuję i mogę się szybko poprawić, albo sprawdzić jak to powinno brzmieć poprawnie.

To do Was należy wybór czy warto podzielić się z dzieckiem swoją wiedzą. My każdego dnia, słysząc naszą córkę, cieszymy się, że się zdecydowaliśmy.

W tym miejscu należą się też podziękowania dla mojego męża, za wspieranie na każdym kroku naszego domowego przyswajania wiedzy. Dzięki niemu i mojej córce ja również bardzo dużo się nauczyłam i jestem im za to ogromnie wdzięczna. Poza tym jest to coś, co wszyscy z przyjemnością robimy razem. Dlatego zachęcam wszystkich, którzy czują, że mogą coś dziecku przekazać do działania i zabawy językami obcymi!

My za cel nie postawiliśmy sobie wychowanie dzieci, które będą mówiły jak rodowici Anglicy czy Amerykanie. Naszym planem było zbudowanie bazy dla późniejszego przyswajania wiedzy przez nasze maluchy. Ktoś może pomyśleć, że nie ma to sensu, skoro ani ja, ani mój mąż nie jesteśmy super biegli w językach obcych i do tego nie mamy ładnego akcentu? Po ponad czterech latach widzę ogromną wartość dodaną naszego rodzinnego projektu dla nas wszystkich! Ja i mój mąż praktycznie codziennie uczymy się czegoś nowego, a nasza córka czuje się jak ryba w wodzie, komunikując się po angielsku.

A jeśli chodzi o akcent, to tu ogromne zaskoczenie nawet dla nas samych. Dzięki słuchaniu bajek Lenka nabyła, jak niektórzy twierdzą brytyjski akcent (ciężko jest mi zdefiniować jej włoski akcent), ale nie to jest przecież najważniejsze. Chodziło nam o to, aby była w stanie się komunikować i to się udało!

Przez wiele miesięcy, na wyraźne życzenie naszej córki można u nas było usłyszeć audiobooki z Peppą (teraz Leo chce słuchać Peppy, a Lenka woli Topsy and Tim). A jeśli znudzą się płyty, można zawsze słuchać bajek z YT. Tak też robiliśmy z Peppą w wersji włoskiej. Bardzo polecam w przypadku każdego języka obcego! Jest to banalny pomysł, ale naprawdę przynoszący spektakularne efekty w rozwoju słownictwa i akcentu. Dzięki temu córka zapamiętuje poszczególne słowa, ale również całe frazy w obcych językach.

Oczywiście można ponarzekać, że tylko się osłuchuje z ładnie brzmiącym językiem i poprawnymi formami gramatycznymi, a nie prowadzi konwersacji z kimś, dla kogo język angielski jest językiem ojczystym. To wszystko prawda. W domu rozmawia z nami, a my robimy błędy. Tylko stosując nasze metody przyswajania języków, jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów, jakie możemy zaobserwować. Jednoznaczny sygnał zwrotny od dziecka jest taki, że to wszystko ma sens.

Języki obce dla malucha czy bardziej dla starszaka?

Ktoś może zadać sobie pytanie: czy warto mieszać małemu dziecku w głowie obcymi językami? Przecież na naukę będzie miało jeszcze czas i spokojnie może nauczyć się ich później. Oczywiście, że może! Dorosły człowiek też może opanować biegle język obcy. Wydaje mi się, że tylko jeśli faktycznie czujemy klimat rozmowy z dzieckiem w obcym języku, to warto spróbować. Najważniejsze, żeby samemu być o tym przekonanym i siebie samego do tego nie zmuszać. W mojej opinii nie poziom języka u rodzica ma największe znaczenie. Wiadomo, że im jest wyższy, tym będzie łatwiej się mu komunikować, ale moim zdaniem, tu przede wszystkim istotne są chęci, dobra zabawa, czas spędzony razem z dzieckiem realizując wspólny projekt, systematyczność i chęć samodoskonalenia. A największą nagrodą jest, jak słyszymy pierwszy raz od malucha „cat” i satysfakcja, że nasza ciężka praca się opłaciła.

„Otaczając” dziecko od urodzenia, nie tylko jednym językiem sprawiamy, że inaczej kształtuje się jego aparat mowy, który jest bardziej elastyczny tylko w pierwszych latach życia. Dziecko uczy się różnych dźwięków i zapamiętuje je. Dzięki temu zdecydowanie łatwiej może uczyć się kolejnych języków.

W tym miejscu chcę Was gorąco zaprosić do ciekawego artykułu Pani Ewy Pazdro, logopedy.

http://www.ppp1.wroc.pl/Przyswajanie%20drugiego_jezyka_juz_od_kolyski.pdf

Inaczej rozwija się również jego mózg, odsyłam do poniższego filmiku.

Można oczywiście sobie postawić pytanie: jaka jest różnica dla pracy mózgu dziecka w przypadku czerpania z języków ojczystych swoich rodziców i mózgu dziecka przyswajającego język, który językiem ojczystym rodziców nie jest? Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie. Jeśli ktoś znalazł jakieś badania na ten temat, to chętnie poczytam.

Reasumując, gdybyśmy jeszcze raz mieli możliwość podjęcia decyzji o przyswajaniu przez naszą córkę języków obcych w domu, zdecydowanie zadecydowalibyśmy tak samo. Oczywiście nasz syn również uczestniczy w tym procesie, ale wygląda to trochę inaczej niż w przypadku naszej córki. Na tę chwilę ciężko jest mówić o jakiś spektakularnych efektach, ponieważ jest jeszcze za mały.

W przypadku córki mamy już widoczne powody do zadowolenia i jak na razie nie widzimy minusów. To, że robi błędy, nie jest dla nas wystarczającym argumentem przeciwko naszym metodom. Robi błędy w każdym języku, ponieważ dopiero zaczyna uczyć się mówić poprawnie, ale za to ma płynność i swobodę komunikacji nie tylko w języku polskim. Ja w wieku 13 lat, czyli już po kilku latach nauki w szkole i po nie jednym już kursie językowym nie byłam w stanie nawet składnie złożyć kilku zdań o sobie, a ona mając cztery lata, jest w stanie sama wymyślać historie po angielsku. Używa prawidłowo różnych czasów w języku angielskim, nie mając naturalnie pojęcie o gramatyce. I jeśli jest taka potrzeba, swobodnie przechodzi z języka na język. A do tego języki obce dają jej radość. O ile łatwiej przyswajamy coś, co sprawia nam przyjemność i przychodzi z łatwością?

Jeśli mój wpis Cię zainteresował, zostaw proszę komentarz, polub i udostępnij. Zapraszam również do polubienie mojej strony na Facebooku, profilu na Instagramie i kanału na YouTube.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *